Motyle zawsze wprawiały mnie w zachwyt… ich ulotna doskonałość… kiedy odlatują z mojego pola widzenia nie czuję żalu a wdzięczność, że w ogóle dane było mi je zobaczyć… doświadczyć tego momentu niemożliwego piękna… podobnie uczucia wzbudzają we mnie sesje noworodków… kiedy po sesji wychodzę ze studia i wracam na łono rodziny myślę sobie „gdybyście tylko mogli poczuć co dziś przeżyłam…”
Sesja Lenusi pod tym względem była dla mnie zupełnie wyjątkowa… zarówno pod względem technicznym jak i przede wszystkim emocjonalnym… Lena po narodzinach przeszła operację swojego maleńkiego serduszka… Przyjechała do mnie w czwartym tygodniu życia a wydała mi się taka maleńka… taka krucha…
Z uwagi na swoje przeżycia Lena najlepiej czuje się w ramionach mamy dlatego zdjęć jest niewiele ale te, które udało się zrobić na pewno będą wzruszać… nie tylko rodzinę Lenki ale myślę każdego kto spojrzy w te śliczne oczka…
Kochana kruszynko skradłaś mi cząstkę mojego serca…


