Wyobrażam sobie, że kiedy zostaje się starszym bratem człowiek (a szczególnie chłopczyk) może się czuć przytłoczony… wszak nikt z nim tego nie ustalał… nikt nie spytał go o zdanie… i dlaczego ma się podzielić całym swoim światem z całkowicie nieznaną osóbką, która do tego cały czas albo śpi… albo płacze… skupia na sobie uwagę rodziców i dziadków, która to dotychczas w 100% jemu przysługiwała … i do tego nie potrafi się bawić… więc z perspektywy starszego brata patrząc nie ma z niej żadnego pożytku…
Na starsze rodzeństwo w tym szczęśliwym dla rodziców dniu spada ogromny ciężar (w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo 3kg dla kilkulatka to balast). Zatem rodzice dwoją się i troją w wymyślaniu metod przekonania starszaka do młodszaka. Niestety często stają w obliczu problemu kiedy to ich kochany „aniołek” swoim zachowaniem (które notabene pod definicję słowa „aniołek” ni jak się już nie klasyfikuje) manifestuje zazdrość o braciszka.
No chyba, że ma się szczęście i jest się rodzicem Leosia. Bo natenczas onegdaj Leo jest dumny, że został starszym bratem i dba o Niego w sposób jakiego mogłaby pozazdrościć niejedna mama córeczek…


