Dzisiejszy post dedykuję wyjątkowej dziewczynce… Poznałyśmy się podczas jednej z zeszłorocznych mini sesji świątecznych, której główną bohaterką była wówczas nie Jagoda a Jej młodsza siostrzyczka.
Jagoda swoją nieudawaną skromnością i piękną osobowością ujęła mnie wtedy w szczególny sposób za serce… Pod koniec września spędziłyśmy magiczne chwile w pewnym ogrodzie… Odkrywanie jego klimatycznych zakamarków zajęło nam sporo czasu i ostatni kadr robiłyśmy łapiąc (dosłownie) promienie słońca blendą wyciągnięta na wyprostowanych rękach…
Efekty są zróżnicowane… uzależnione nie tylko od miejsca, które wybierała sobie sama modelka… a te były nie tylko znacznie od siebie oddalone co w zupełnie odmiennych lokalizacjach względem słońca…
Myślę, że te zdjęcia będą niezwykle cenne… nie dla mnie… nie dla mamy… czy babci… a dla samej Jagody… bo to Ona odkrywała w tym ogrodzie samą siebie…
Jesteś absolutnie zjawiskowa… Ciesze się, że weszłyśmy do tego ogrodu… na pewno jeszcze nie raz tam wrócę… z ręką zaopatrzoną w aparat…


